Witam
w kolejnym rozdziale! Ale powiem Wam szczerze, że już nie mogę się
doczekać chwili, w której Laura przekroczy próg Hogwartu. W tym
poście może nie ma żadnej wielkiej akcji, ale mi się i tak
podoba. Jest taki lekki i przyjemny i... krótki...
A
na podstronie z informacjami pojawił się zwiastun.
Harry
Potter
Wieść, że Laura stała się
nową podopieczną domu węża sprawiła, że Weasleyowie nieznacznie
się naburmuszyli. Oczywiście udawali, że to nie ma znaczenia czy
jest się Ślizgonem, Gryfonem, Puchonem czy Krukonem, ale dziewczyna
i tak wiedziała swoje i nawet się im nie dziwiła.
Cała rodzina od pokoleń
trafiała do Gryffindoru, więc to naturalne, że uważali ten dom za
lepszy od innych.
W dodatku tuż po powrocie z
Hogwartu, Ron był na tyle sympatyczna, aby uświadomić jej, że
Gryfoni i Ślizgoni się nie lubią, co było prostym i jednoznacznym
komunikatem. Oczywiście nie do końca uszło mu to na sucho, bo już
po minucie pani Weasley wzięła go na bok i tłumaczyła coś
półszeptem.
– Twój brat będzie twoim
opiekunem – przyznała pewnego wieczoru Hermiona, przeczesując
przed snem swoje gęste włosy.
– Tak, wiem – odpowiedziała
cierpko Laura.
Prawda była taka, że
dziewczyna miała wrażenie, że cały świat uwziął się przeciwko
niej. Czasem karciła się w duchu za takie głupie myślenie, bo
przecież sama dobrze wiedziała, że nie pasuje do innych domów,
ale nie umiała oprzeć się wrażeniu, że Severus chce ją po
prostu mieć na oku.
– Cóż, gdybyś trafiła do
Gryffindoru, to byłybyśmy w tej samej klasie – oświadczyła
Ginny bez żalu w głosie.
– Szkoda – skłamała
Laura. – Przynajmniej miałabym kogoś znajomego pod rękom.
– Jakby co, zawsze możesz na
nas liczyć – zadeklarowała Hermiona, co spotkało się z gorzkim
uśmiechem jej przyjaciółki.
Panna Prince nie miała ochoty
brać dalszego udziału w tej dyskusji. Chwyciła szorty i koszulkę,
w których zawsze spała i udała się do łazienki.
Kiedy ciepła woda obmywała
jej szczupłe ciało, Laura zaczęła się odprężać. Coraz
częściej miała nadzieję, że to, co działo się przez ostatnie
miesiące było tylko sennym koszmarem, z którego można się
wybudzić. Niestety. Szara rzeczywistość z każdym dniem coraz
mocniej dawała jej w twarz.
Dziewczyna opuściła łazienkę,
czując, że w Norze jest bardzo cicho. Godzina była późna i to
nie ulegało jej najmniejszym wątpliwością. Wróciła do pokoju i
już chciała wejść do środka, kiedy usłyszała dobiegające z
wewnątrz odgłosy rozmowy Ginny i Hermiony. Zawahała się, a potem
wytężyła słuch.
– Ginny, dobrze się czujesz?
Zauważyłam, że jesteś dziwnie zamyślona...
– Wszystko w porządku,
naprawdę.
– Nie wierzę.
W tamtym momencie zapadło
krótkie milczenie, które przerwał łamiący się głos panny
Weasley. Laura miała wrażenie, że dziewczyna z trudem powstrzymuje
płacz.
– Ostatnio znów nawiedzają
mnie koszmary – jęknęła ledwo zrozumiałym szeptem. – Po
prostu nie mogę się porządnie wyspać i cały czas myślę o niej,
o Laurze.
Panna Prince podskoczyła na
dźwięk swojego imienia, a potem jeszcze mocniej nastroszyła uszy,
aby nie uronić ani jednego słowa z ich wypowiedzi.
– Po jaką cholerę ona tutaj
przyjechała? Kim jesteśmy, aby pomagać Snape'owi w jego
sprawach rodzinnych. To chore – oświadczyła z dziwną pewnością
siebie. – Ciekawe, czy on byłby zdolny otworzyć dom dla kogoś z
nas. Wątpię w to...
– Ginny, wiem, że to może
nie być ci na rękę, ale...
– Daruj sobie jeśli masz
zamiar ją bronić – ucięła szorstko panna Weasley. – To
wszystko zaczęło się, kiedy przekroczyła próg Nory. Od razu
rozbolała mnie głowa, a koszmary stały się realne.
– Posłuchaj, Ginny...
Laura nie mogła podsłuchać
odpowiedzi starszej z przyjaciółek. Usłyszała słaby odgłos
kroków na korytarzu. Przeklęła pod nosem i aby nikt jej nie
przyłapał weszła do sypialni.
Obydwie dziewczyny wyprostowały
się jak struny i spojrzały na nią z lekkim strachem. Słabe były
z nich aktorki, kompletnie nie potrafiły ukryć tego, że to właśnie
Laura była ich głównym tematem rozmowy.
– Nie przeszkadzajcie sobie –
burknęła tylko panna Prince, po czym położyła się na starym
materacu. – Jestem zmęczona, pewnie szybko zasnę.
– My też się kładłyśmy –
oznajmiła krótko Ginny, gasząc światło.
* * *
Następnego dnia do Nory
przybył ostatni gość, którego obecność jeszcze bardziej
wszystkim wstrząsnęła. Mowa oczywiście o Harrym Potterze, który
podobnie jak Dumbledore, był dla Laury sławą z pierwszych stron
gazet.
Dziewczyna jednak szybko się
przekonała, że na zdjęciach wygląda lepiej niż w rzeczywistości.
Spodziewała się zobaczyć przystojniaka, który zwali ją z nóg, a
tymczasem stał przed nią najzwyklejszy, chudy chłopak z dziwnie
poczochranymi, czarnymi włosami i kompletnie niemodnymi, okrągłymi
okularami. Na pierwszy rzut oka nie było nawet widać blizny w
kształcie błyskawicy na czole.
– Harry, musisz poznać
jeszcze kogoś – powiedziała pani Weasley, kiedy wyściskała i
wycałowała chłopaka. – Choć do nas – zwróciła się w
kierunku Laury.
Dziewczyna bardzo niechętnie
opuściła swoją bezpieczną odległość i zbliżyła się do całej
rodziny.
– To Laura Prince –
przedstawiła ją Molly. – W tym roku zacznie naukę w Hogwarcie.
Harry nie wydawał się
przekonany. Spojrzał na dziewczynę podejrzliwym wzrokiem. Panna
Prince już chciała się odezwać, jednak wyprzedzi ją Ronald
Weasley, który najwyraźniej stwierdził, że im wcześniej Potter
pozna całą prawdę tym lepiej dla niego.
– To siostra Snape'a –
powiedział krótko.
Harry najwyraźniej nie
spodziewał się takiego wyznania. Najpierw się uśmiechnął, jakby
myślał, ze to jakiś głupi żart, ale potem napotkał wzrokiem
Ginny, która z pełną powagą kiwnęła głową.
– Serio? – wydusił z
siebie głupkowato. – Ale taka prawdziwa, czy...?
– Taka prawdziwa –
skwitowała krótko Laura. – Niestety – dodała najciszej jak się
dało.
– No cóż, to nie twoja
wina, nie? To znaczy ani ty, ani Snape raczej nie mieliście na to
wpływu.
Spodobała jej się jego
odpowiedź. Uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła gest.
Uznała, że Harry wydaje się być naprawdę w porządku.
– No dobrze – wtrąciła
się pani Weasley. – Potem sobie pogadacie, a teraz siadajcie do
kolacji. Harry, znów zmizerniałeś, ale nie martw się,
przygotowałam twoje ulubione danie.
* * *
Kolejne dni mijały im w
spokojnej atmosferze. Pogoda była wręcz nieprawdopodobna, zważając
na to, że znajdowali się w Anglii. Temperatura była dość wysoka,
a deszcz padał sporadycznie i przelotnie. Gdyby nie okoliczności,
to mogłyby być naprawdę wspaniałe wakacje.
Harry, Ron, Hermiona i Ginny
często przebywali na dworze. Laura też do nich dołączała, jednak
zdawała sobie doskonale sprawę, że nie jest tam mile widziana. W
szczególności Ron nie darzył jej sympatią.
– Czy w Ameryce graliście w
quidditcha? – zapytała pewnego dnia Ginny, wystawiając obsypaną
piegami twarz ku słońcu.
– Raczej nie jest to tak
popularny sport jak w Anglii. Mieliśmy w szkole zajęcia z latania
na miotłach i coroczne zawody slalomu i wyścigi – odpowiedziała
Laura, nie spuszczając wzroku z Harry'ego, który chyba nie zdawał
sobie sprawy, że cały czas gapi się na dekolt Ginny.
– Fajnie – odrzekła
całkiem szczerze. – Też brałaś w nich udział?
Laura zaśmiała się nerwowo,
wyobrażając sobie sytuację, w której wchodzi na miotłę i
postanawia się ścigać. O nie. Równie dobrze od razu mogłaby się
zapisać do szkolnego koła teatralnego i zasilić sekcję komików.
– Nie – przyznała
szczerze. – Jestem totalnie beznadziejna w te klocki.
– Szkoda, ale może zagramy
mały mecz? – zaproponowała Ginny. – Hermiona też nie jest
najlepsza.
– Hej! – Panna Granger
przybrała obrażoną minę, a potem dała przyjaciółce kuksańca w
bok. Laura jednak była pewna, że nawet w najmniejszym stopniu nie
poczuła się urażona. Po chwili nie potrafiła powstrzymać
śmiechu.
– Sama nie wiem... –
myślała na głos panna Prince. – Nie mam nawet miotły i nie chcę
narobić kłopotu jak spadnę i się połamię.
– Nie przesadzaj. – Ginny
była już wyraźnie napalona do tego pomysłu. Wstała z trawy i
klasnęła entuzjastycznie w dłonie. – W szopie mamy jakieś stare
miotły. Znajdziesz coś dla siebie. Zawołam Freda, George'a i Bill,
aby było parzyście. Harry, idziesz ze mną?
Chłopakowi nie trzeba było
dwa razy tego powtarzać. W tempie ekspresowym podniósł się z
trawnika i pognał za dziewczyną.
– Słuchajcie... – zaczął
ostrożnie Ron, obserwując, oddalającą się, roześmianą Ginny i
Harry'ego, będącego w równie świetnym humorze. – Czy mi się
zdaję, czy on naprawdę dziwnie patrzy na moją
siostrę?
– To zależy, co masz na
myśli, mówiąc: naprawdę dziwnie – stwierdziła Hermiona
z szerokim uśmiechem.
Ronald najwyraźniej zrozumiał,
że niczego nie wskóra i machnął tylko ręką na swoją
przyjaciółkę, ale obiecał sobie w duchu, że będzie dokładnie
obserwować Harry'ego i Ginny. Bo według Weasleya były jakieś
granice przyzwoitości, a Potter właśnie je przekraczał.
Udało im się podzielić na
dwie drużyny. W pierwszej rządziła Ginny. To ona dobrała sobie
Harry'ego, Freda i Laurę i zarządziła, aby na początek to jej
brat bronił wykonanej ze starej opony bramki. Panna Prince
podejrzewała, że ma szczęście, że gra właśnie z nią w jednej
drużynie. Z tego co wywnioskowała z zachowania pozostałych
Weasleyów, to właśnie Ginny była najtwardszą przeciwniczką.
W drugiej grupie dowodził
Bill, co nie do końca podobało się Ronowi i George'owi. Tylko
Hermiona nie miała nic przeciwko. Ona też zaproponowała, aby Ron
zajął bramkę. Chłopak zrobił to bez mrugnięcia.
Laura musiała przyznać, że
czas, który wtedy z nimi spędziła był naprawdę udany. Od dawna
tyle się nie śmiała. Oczywiście w trakcie tego popołudnia
również ona wielokrotnie była powodem wybuchów niepohamowanego
chichotu, ale nie przeszkadzało jej to.
Nie kryła się z tym, że nie
jest najlepsza lataniu na miotle, a co dopiero w łapaniu kafla przy
jednoczesnym lataniu. Musiałaby wtedy puścić się rękoma trzonka
i... katastrofa murowana.
Na szczęście nie była jedyną
sierotą w tym gronie. Hermiona również nie była najlepsza w te
klocki. Lecąc przechylała się na wszystkie strony, a przy każdej
próbie przechwycenia skórzanej piłki piszczała, że zaraz
spadnie.
Tak naprawdę, najlepiej
radzili sobie Weasleyowie, a w szczególności Ginny, której mięśnie
napinały się przy każdym rzucie.
– Masz miejsce w drużynie
bez przesłuchań! – krzyknął do niej Harry, kiedy w
spektakularny sposób wbiła Ronowi gola.
Dziewczyna zachichotała głośno
i dla potwierdzenia jego słów wykonała skomplikowany korkociąg,
zakończony piruetem. Potter nie mógł oderwać od niej wzroku.
– Popisuje się – skwitował
Bill przy uchu Laury.
– Nie, jest dobra –
przyznała panna Prince.
– Ale to nie zmienia faktu,
że się popisuje – wtrącił się Fred. – Po prostu leci na
Harry'ego do zawsze, a z tego co widzę on chyba też zaczął ją w
końcu dostrzegać. Może być niezła zabawa.
Laura jeszcze raz przyjrzała
się tej dwójce. Znajdowali się bardzo blisko sienie. Ginny mówiła
coś do chłopaka, a on zanosił się bardzo głośnym śmiechem. Z
jednej strony było widać, że są szczęśliwi w swoim
towarzystwie, ale z drugiej coś było nie tak.
Siostra Snape'a wystraszyła
się, że fatum, które dostrzegła nad ich głowami spadnie w
najmniej spodziewanym momencie.

Nowy szablon jest naprawdę śliczny. Szczególnie podobają mi się kolory, uwielbiam fiolet.
OdpowiedzUsuńJa też już nie mogę się doczekać Laury w Hogwarcie. W końcu właśnie wtedy rozpocznie się właściwa część historii. Ładnie opisałaś "ogródkowy" mecz. Te relacje między Weasley` ami i nagłe zainteresowanie Harry` ego Ginny. Biedny Potter, nie wie, gdzie ma podziać oczy. :)
Ciekawa jestem, czy Laura rzeczywiście ma jakiś wpływ na koszmary Ginny. Bo nagły powrót tych snów zlał się z jej przyjazdem do Nory. Mam nadzieję, że rozwiniesz ten wątek.
Pozdrawiam i życzę weny, Artemis
Zastanawia mnie to dziwne fatum, które posiada Laura. To sprawiło, że Ginny ma przez nią koszmary. Aż mi się oczy rozszerzyły, gdy przeczytałam tę wzmiankę. Dla Laury to musi być ciężki okres. Tym bardziej, że dziewczyna trafiła do Slytherinu i nie ma tam nikogo znajomego. Ale miło ze strony Hermiony, że oferowała pomoc. I widać, że Harry okazał się w oczach Laury miłym chłopakiem.
OdpowiedzUsuńI masz uroczy szablon ;)
Pozdrawiam :*
Ten nowy szablon jest świetny! jest miły dla oka i taki delikatny. mrr cudo!
OdpowiedzUsuńrozdział jest taki spokojny i aż miło się go czyta. oczywiście lubię gdy jest akcja, ale to co przeczytałam w pełni mnie satysfakcjonuje. teraz chociaż po części zaczynamy rozumieć czemu Ginny tak dziwne się zachowuje w jej towarzystwie. jakie sny ją nawiedzają? i czemu akurat Laura jest temu winna?
Liczę na szybkie wyjaśnienie tych wszystkich niepewności^^
Życzę weny!
Nareszcie udało mi się znaleźć chwilę i przeczytać twoje opowiadanie. Tekst czytało się szybko i przyjemnie, jednakże pojawiło się sporo różnego rodzaju błędów.
OdpowiedzUsuńSama nie wiem, co mam sądzić o Laurze, może za jakiś czas uda mi się wyrobić na jej temat konkretną opinię. Na pewno współczuję jej, bo spotkało ją w życiu wiele trudności, a teraz została przydzielona do Slytherinu, gdzie nikogo nie zna (chociaż tak też się spodziewałam, że jednak do tego domu trafi).
Zastanawiam się jednak, czy Ginny ma rację, że to Laura winna jest tym wszystkim koszmarom, czy może ma to związek z czymś zupełnie innym.
W tym rozdziale bardzo ładnie opisałaś mecz quidditcha.
Pozdrawiam serdecznie :)
To, że trafiła do Slytherinu nie oznacza, że muszą ją odrzucać. Ech, za bardzo zwracają uwagę na to, że jest siostrą Snape'a. Tylko Harry okazał się rozsądny w tej kwestii, choć jego słowa musiały śmiesznie zabrzmieć. Jaki związek mają koszmary Ginny z pojawieniem się Laury oraz przeczucia tej drugiej co do Harrego i Ginny? Jakie fatum? Co się stanie? I czy te dwie coś łączy, jakaś więź? Tajemnicza sprawa. :d Dobrze, że zagrała z nimi w quidditcha. Przynajmniej się rozerwała i może dzięki temu zrozumieją, że wcale nie jest taka zła i zaczną ją lepiej traktować. :) Chociaż jak jest taka kiepska, to to musiało naprawdę śmiesznie wyglądać. :)
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam :).
OdpowiedzUsuńLaurze pewnie jest ciężko. Jej przydział wcale nie ułatwił jej relacji z nowym otoczeniem, szczególnie z Ginny nadal układa się kiepsko. Ciekawe, jak będzie później. Zwłaszcza, że są w skrajnych domach. No i te jej sny...
Zastanawiam się jednak, co koszmary Ginny mają wspólnego z pojawieniem się Laury.
Hermiona jednak wydaje się być bardziej w porządku. Tak samo Harry. Fajnie, że Laura ich poznała. Może z nimi będzie jej się układać lepiej?
Ten opis meczu był taki dość sielankowy, ale to dopiero początek opowiadania, więc dobrze to pasuje. I przy okazji Laura miała okazję trochę się rozerwać.
Ale i tak najbardziej mnie jarają wszelkie wzmianki o Ameryce ^^.
Swoją drogą, ciekawi mnie, co dalej i jak przedstawisz Hogwart; mam nadzieję, że będzie czuć, że Laura jest nowa, i że nie będzie od razu świetnie obeznana w realiach.
Ale jest ciekawie. Podoba mi się.
Czytałam w pracy, dlatego poprzednich rozdziałów nie skomentowałam.
OdpowiedzUsuńTak. Od razu wiedziałam, że Laura trafi do Slytherinu. W końcu to krew Sevcia, więc byłoby niemożliwe, aby stało się inaczej. A mimo to miałam taką cichą nadzieję, że uda jej się dostać do Puchonów. Nie wiem czemu. po prostu tak jakoś ich lubię. Są według mnie bardzo majestatyczni :D Może mam nie po kolei w głowie, ale tak właśnie myślę ;)
Jak na razie widzę, że jest spokojnie, ale uderzyło mnie coś. Nie będę jednak teraz o tym wspominać, bo może w rozdziale piątym jakoś zostanie to sprostowane, a przecież jeszcze go nie czytałam. Właśnie pod nim zamieszczę dłuższy komentarz, żeby zebrać, co mogę w kupę. :)
Tutaj jeszcze tylko zaznaczę, że bardzo nie podoba mi się stosunek Ronalda do Laury! Kocham tego głupiego rudzielca, ale mógłby się troszkę opanować!